|
Zadzwoniła do
mnie Pani redaktor Wiktoria
Ziemińska z FiM. Nie byłem pewny czy to tych
samych "faktów i mitów" które wytropiły na Ukrainie
ukrywającego się księdza pedofila. Okazało się, że tak.
Mogłem więc już być pewny że moje wypowiedzi nie zostaną
użyte w sposób który by "malował" mnie jako głupka czy
oszołoma który na stare lata bzdury opowiada.
Rozmowa trwała dość długo i pewnie potrwałaby dłużej,
gdyby nie fakt ,że na drugiej linii czekała na moje
kilka zdań TVN24. Niezwykle rzeczowa i bardzo miła
rozmowa z Panią Wiktorią zakończyła się obietnicą z
mojej strony bliższej współpracy z
FiM.
Następnego dnia w rozmowie z jednym z moich znajomych w
Polsce, nadmieniłem o udzieleniu wywiadu dla
FiM. No tak...
usłyszałem z drugiej strony ,ale przecież oni są
"antyklerykalni" i ja ich nie czytam... o tak?, to skąd
wiesz że są antyklerykalni, skoro ich nie czytasz? I
jakie to ma znaczenie dla naszej sprawy?. Jak do tej
pory katolickie media nie poprosiły mnie o rozmowę . Jak
więc powiadomić ofiary o powstawaniu naszej organizacji?
--zapytałem. No wiesz... może inaczej, czytam ale nie
afiszuję się tym. Przerwałem jego stękania prosząc o
powiadomienie innych o artykule, jaki miał się już
wkrótce ukazać w Faktach i Mitach.
Zastanawiałem się po tym przez długą chwilę, dlaczego do
niektórych ludzi nie dociera fakt, że w demokratycznym
społeczeństwie wymagana jest reprezentacja i akceptacja
wielu różnych poglądów na te same tematy. Bo przecież
jest to jeden z tych czynników ,które powodują zdrowy
rozwój tego społeczeństwa. Nikogo więc, nie powinno
dziwić że na określony temat media o różnych
orientacjach wyrażają różne opinie. Jest też niezmiernie
ważne, aby głos mniejszości mógł być słyszany i brany
pod uwagę. To bardzo dobrze, że w "katolickiej" jak to
się określa Polsce, taki tygodnik jak Fakty i Mity może
oficjalnie prowadzić swoją działalność. A to jak jest
określany nie ma znaczenia. Liczy się fakt, że jest
czytany.
Artykuł Pani Wiktorii był uczciwie napisany i zawierał
jedynie to o czym rozmawialiśmy. Pojawił się jednak błąd
w nazwie kościoła. W Zakroczymiu są dwa kościoły:
Kościół Braci (ojców) Kapucynów i Kościół Parafialny.
Ksiądz Maciaszek i ministranci to kościół Parafialny,
byliśmy ministrantami w kościele Parafialnym a nie w
kościele Kapucynów. Tak więc
nie należy mieszać sprawy molestowania zakroczymskich
ministrantów z zakonem Braci ( ojców ) Kapucynów.
To pewnie to "darmowe" połączenie telefoniczne
przysłużyło się do tego błędu.
Ogólnie jednak biorąc bardzo rzetelna robota
dziennikarska Pani Wiktorii
Ziemiańskiej, za którą dziękuję w imieniu
własnym i wszystkich ofiar księży w Polsce. Poruszenie
tematu powstawania naszej organizacji przyczyniło się do
ujawnienia następnych ofiar seksualnego wykorzystywania
przez księży i innych pracowników kościoła.
Strach pomyśleć jak by świat wyglądał bez niezależnego
dziennikarstwa.
Wincenty Szymański
RuchOfiarKsiezy.Org
|