|
Kiedy
zadzwonił do mnie redaktor Życia Warszawy z szeregiem
pytań i prośbą o udzielenie wypowiedzi dotyczącej
księdza Maciaszka i ministrantów zakroczymskich, byłem
całkowicie zaskoczony, bardzo nieufny i podejrzliwy.
Życie Warszawy?... pomyślałem, oni nie zaryzykują
opublikowania sprawy historii o księdzu pedofilu z przed
ponad 30 lat. Może jakiś inny dziennik czy tygodnik tzw.
"antyklerykalny"- ale nie ŻW. Moja nieufność
posunięta była do tego stopnia, że kiedy wspominam te
rozmowy to wydaje mi się że nie zawsze byłem delikatnie
mówiąc, grzeczny no i taiłem też w rozmowach fakt
powstawania w Polsce organizacji ofiar księży pedofilów.
Redaktor przygotowujący materiał uporczywie twierdził, że ma dobre
intencje, że to nie prowokacja, chce napisać prawdę o
tym co się wydarzyło w Zakroczymiu i że w związku z tym
ŻW, prowadzi dochodzenie w tej sprawie. Nie wierzyłem w
jego dobre intencje, postanowiłem więc, nie ujawniać
wiele szczegółów dotyczących powstawania organizacji
ofiar księży. Okazało się jednak, że dziennikarze ŻW
wiedzieli więcej, niż im powiedziałem, bo rzeczywiście
przeprowadzili swoimi kanałami szczegółowe "dochodzenie"
w interesujących ich kwestiach, kontaktowali się też z
kierownictwem organizacji SNAP w Stanach. Następnie
otrzymałem email z Płocka od jednego z naszych
zwolenników z notatką, że w sądzie biskupim kurii
płockiej jak to określił po tym Pan redaktor
HENRYK
WĄSZYŃSKI, rzeczywiście zapanował popłoch.
W kilka godzin później ukazała się wersja internetowa
Życia Warszawy a rano rozdzwoniły się telefony z Polski
informujące mnie o ukazaniu się artykułu. Oczywiście
wiedziałem już o tym fakcie i spoglądając w przeszłość
ostatnich tygodni byłem na etapie godzenia się z pewnym
niesmakiem, bo przecież mogłem przekazać więcej
szczegółów o tym, co miało miejsce w Zakroczymiu jak i o
fakcie powstawania ruchu ofiar księży.
Życie Warszawy, poradziło sobie jednak doskonale z
posiadanym materiałem a artykuł nie zawierał nic o czym
nie było mowy. Był uczciwie napisany, oparty na faktach.
Nic ująć nic dodać... brakowało w nim jedynie adresu do
moich stron internetowych - co z kolei spowodowało
"inwazję" oficjalnych stron miasta Zakroczymia... no i
jakieś stwierdzenie o jak to ujęto "kilku seansach z Ks.
Maciaszkiem". O co chodzi do dzisiejszego dnia nie wiem.
To pewnie to złe połączenie telefoniczne. Zresztą czy to
ważne? Chyba nie.
Ogólnie, bardzo rzetelna robota dziennikarska ŻW, za
którą dziękuję w imieniu własnym i wszystkich ofiar
księży w Polsce. Poruszenie tematu powstawania naszej
organizacji przyczyniło się do ujawnienia następnych
ofiar, seksualnego wykorzystywania przez księży i innych
pracowników kościoła.
Strach pomyśleć jak by świat wyglądał bez niezależnego
dziennikarstwa.
Wincenty Szymański
RuchOfiarKsiezy.Org
|